Jestem dzisiaj trochę sfrustrowany i to o czym teraz napiszę, będę pewnie jutro żałował. Jednak ta strona ma w końcu nazwę “blog”, więc chyba mogę sobie pozwolić na wpis mocno pamiętnikowy, pisany lekką żółcią.
Tak zwaną, “działalnością charytatywną” zajmuje się już od dobrych kilku lat. Myli się jednak ten, kto sądzi, że spotyka mnie z tego powodu jakaś chwała. Odwrotnie: wielokrotnie próbowano mnie wykorzystać, byłem opluwany i bezpodstawnie oskarżany. Ciągle spotykam się też z obojętnością ludzi, która przyprawia mnie o poczucie niemocy.
Przykładów mógłbym podawać bez liku. Zacznę może od tego bloga i bezpodstawnych oskarżeń: otóż dostaję sporo wiadomości od ludzi, którzy przeczytali tutaj o akcji charytatywnej i myślą, że jestem jej organizatorem. Gdy akcja charytatywna jest nie całkiem udana, to zbieram za to cięgi. Przykładem może być akcja TVN i Allegro (Tak dla transplantologii), której celem była sprzedaż zestawów z oświadczeniem ostatniej woli. Zestawów wydano za mało, a ludzie czuli duży żal i złość. W każdym razie, codziennie otrzymywałem e-maile pełne oskarżeń. Oczywiście, z akcją nie miałem nic wspólnego, nie powinienem się w ogóle przejmować, że ludzie kompletnie nie wiedzą co jest grane. No ale jakiś niesmak po tym zostaje. I stracony czas, bo muszę się tłumaczyć z każdej takiej wiadomości.
Druga grupa e-maili jaką głównie utrzymuję, to zapytania o różne akcje charytatywne i prośby o pomoc materialną. Czasem długo ślęczę żeby udzielić użytecznej odpowiedzi i przykładowo zaproponować osobie konkretne fundacje, które mogłyby jej pomóc. Po takiej odpowiedzi, zazwyczaj nikt nie odpisuje prostego “dziękuje”. Może daję bezużyteczne informacje, ale chyba grzecznościowo wypadałoby to chociaż napisać.
Oczywiście – czymś takim nie powinienem się zupełnie przejmować, bo chciałem tylko pomóc. Ale zmierzam tutaj do tego, że osoby, które pomagają, są często wykorzystywane przez potrzebujących. Powiedziałbym, że wiele z nich ma taki stan mentalny, że im się należy pomoc jak psu zupa. I notabene, właśnie ten stan mentalny prowadzi do tego, że są ubodzy (imho wielu osobom potrzebującym przydałby się psycholog, który zmieniłby ich sposób myślenia).
Najgorsze przejścia miałem z ludźmi potrzebującymi, którzy próbowali mnie oszukać, fałszując swój stan materialny. Przykładowo, onegdaj uczestniczyłem w dużej akcji, w której trzeba było poznać potrzeby ubogich rodzin, spisać je, a następnie dać darczyńcom aby je zrealizowali. Dopiero przy drugiej edycji akcji, poznałem prawdziwy stan materialny niektórych osób. Najbardziej spektakularny przypadek na jaki się natknąłem, to rodzina, która potrafiła dostawać chleb z kościoła i paczki świąteczne od darczyńców, jednocześnie prowadząc prosperującą firmę handlującą nieruchomościami. W takim wypadku chce się po prostu rzygać i pojawia się duży żal za wykorzystanych darczyńców.
Tacy ludzie umieją dobrze kłamać, umieją się dobrze kryć bo to ich sposób na życie, więc nie zawsze łatwo coś takiego zdemaskować. Też się nie powinienem tym zupełnie przejmować ale piszę to wszystko po to, by dać do zrozumienia, że pomoc charytatywna to także niezły wrzód na tyłku. Wiążą się z tym także inne nieprzyjemności: jak choćby nieśmiertelne oskarżenia, że pracuję charytatywnie “na pokaz” albo dla jakiś korzyści majątkowych. A jest odwrotnie: na działalność charytatywną zużyłem tysiące złotych (choćby zwykły wolontariat to przecież koszt paliwa w baku, a mało która organizacja zwraca), a te dobre kilkaset złotych jakie otrzymałem za reklamy z tego bloga, w żadnym wypadku nie pokrywają różnorakich kosztów operacyjnych.
Wyjątkowo deprymujące jest także to, gdy na pomysł na akcję charytatywną wszyscy Cię klepią po plecach, ale pomóc nie chce zupełnie nikt. Mógłbym o takich “bólach” pisać bez końca, ale na tym pozostanę. Jakoś jest tak, że robienie złych rzeczy jest proste i łatwo przychodzi, a robienie dobrych jest trudne. Mam raczej grubą skórę i mało się czymkolwiek przejmuję, ale jednak czasem się w człowieku nazbiera i trzeba dać temu ujście… Mam nadzieję, że następny taki wpis dopiero za 3 lata.


ludzie są okropni to straszne że zostałeś tak potraktowany ale pamiętaj, to co robisz jest ponad to wszystko!! jesteś najlepszy!!
Pewna może znana Ci osoba (ks. Stryczek) powiedziała kiedyś: jesteście BOHATERAMI. Jeśli decydujecie się komuś pomóc-automatycznie ryzykujecie, wchodzicie w czyjeś życie, wychodzicie poza ciasny obręb tylko myślenia o sobie. Spotykacie się z różnymi reakcjami. TO JEST PRAWDZIWE BOHATERSTWO! Dzięki za Twój blog! I za wszystko, co robisz.
Osobiście zazdroszczę Ci siły, zdeterminowania i bardzo Cie podziwiam. Będę trzymać z całej siły kciuki, żebyś wciąż robił, to co robisz i jacyś nieudacznicy nie osłabiali Cię przez oskarżenia i wykorzystywanie.