Raaaaaaaany, ale to się ciągnie. Każdy nowy komentarz, to jak czekanie na deszcz na pustyni. Czasem mnie to przybija. Gdybym pisał o jakiś sprośnych, obrazoburczych rzeczach, to wszyscy by komentowali i ta akcja zakończyłaby się w kilka dni. Są dni gdy żałuję, iż nie cierpię na rozdwojenie jaźni i nie posiadam wielu osobowości, które wzajemnie się nie znają – wtedy własnymi komentarzami mógłbym dobić do tych 50 dolarów.
Pocieszam się, że tak to już jest, jak się pisze o akcjach charytatywnych.. one są cholernie nudne i nie przyciągają komentujących, nawet na monstrualnych serwisach z milionami czytelników. Tak prawdę powiedziawszy, to nawet i mnie one czasami usypiają: a mimo to o nich piszę, bo liczę że ktoś zrobi coś dobrego i przyniesie mu to oraz innym szczęście. Prawdopodobnie jestem prawdziwym idealistą, męczennikiem albo skończonym idiotą. Choć znając życie, pewnie tym wszystkim po trochu.
DOPISEK (z 2009-08-08 22:20):
Obawiam się, że ten wpis może być źle odebrany dla kogoś kto nie zna mnie osobiście. Mało kiedy używam emotikonek i to się czasem obraca przeciwko mnie. Cały ten tekst należy brać z przymrużeniem oka, pół żartem, pół serio. Nie oczekuję od nikogo, że będzie na siłę komentował: w opisie tej małej akcji komentarzowej, napisałem że ona jest tylko takim dodatek. Ten wpis miał być raczej próbą zwrócenia uwagi na tą akcję i to, że cały czas żyje – o co wiele osób się pytało, tu i ówdzie.
Jestem wdzięczny za każdy komentarz i wszystkich pozdrawiam.


Jakoś przegapiłam, że jest taka akcja, a czytam Twojego bloga regularnie! Oczywiście nigdy nic nie piszę…
Ten post sprawił, że właśnie odpinam RSS z Twojego bloga.
A możesz powiedzieć co Ci się w nim nie spodobało? Byłbym wdzięczny.
Nie zaglądałam chyba z tydzień. Dodaję grosik.
jak jeden sposób nie daje zadowalających rezultatów należy się zastanowić czy go zmienić lub zastanowić się nad swoimi oczekiwaniami
chciałbym aby ten wpis został odczytywany pozytywnie
ponieważ taki jest mój stan w tym momencie